×

Skin Detoks? Nie tym razem...


Kocham moją skórę, wiecie? Jest bardzo odporna co dla osoby, która ciągle testuje nowości jest wieeelkim plusem. Rzadko zdarza się, nawet przy gorszych jakościowo kosmetykach, że coś mnie uczula.
Ostatnio trafiła do mnie całkiem nowa seria od Nivea - Urban Skin Detoks. Seria składa się z maski, kremu na noc i kremu na dzień. Seria zawiera kwas hialuronowy, antyoksydanty oraz bio zieloną herbatę, czyli składniki, które teoretycznie moja skóra powinna chłonąć z radością. W praktyce wyszło niestety inaczej, ale o tym za chwilę.


Cała seria poszła w ruch już pierwszego dnia, kiedy do mnie trafiły. Moja wieloetapowa pielęgnacja daje zawsze możliwość testowania kilku produktów pielęgnacyjnych jednocześnie. Pierwsze wrażenia? Super! Kremy nawilżały skórę i pozostawiały ją gładką. Mają też całkiem przyjemny zapach  - taki typowo ,,niveowy".  Bardzo szybko się wchłaniały i nie wywoływały pieczenia, więc używałam ich bez obaw.

Jakieś 3-4 dni po starcie testów zaczęłam zauważać u siebie małe wypryski. Zrzuciłam to jednak na zbliżający się okres. Zawsze mi kilka wyskakuje, jednak równie szybko znikają co się pojawią. Te jednak nie znikały. W dodatku zaczęło się ich pojawiać coraz więcej. Były bardzo bolesne i w większości podskórne. Te,które pojawiły się na powierzchni były równie bolesne i wyjątkowo napięte - wystarczyło, że lekko dotknęłam je np. chusteczką przy dmuchaniu nosa i trach... pękały, wyrzucając z siebie ropę. Szybko nauczyłam się na nie uważać i odstawiłam WSZYSTKIE nowości, jakich zaczęłam używać. Opublikowałam też na moim Instastory filmik o tym z listą nowości jakich używałam i nagle wiele z Was zaczęło do mnie pisać, że również stosowało tą serię i miało takie same problemy. 


Kremy od razu poszły do kosza. Nie używałam ich dłużej niż 1-1.5 tygodnia, ale z ich skutkami nie mogę sobie poradzić do dziś, czyli jakieś 2-3 tygodnie po odstawieniu.

Głupia byłam, że nie zrobiłam zdjęć tego armagadonu na mojej buźce, ale mam dla Was zdjęcia z zeszłego tygodnia. Możecie na nich zobaczyć pozostałości po tym koszmarze, nie jestem przyzwyczajona do takiego stanu skóry, więc nie mam nawet odpowiednio kryjących podkładów, które by sobie z tym poradziły, także mój makijaż aktualnie ma tyle warstw ile cebula. Serio.

Wszystkie wypryski smarowałam maścią z antybiotykiem od lekarza, ponieważ mimo zaawansowanej pielęgnacji nie chciały poschodzić. Aktualnie już poprzysychały i jedne co jeszcze mi zostało to plamy po nich. Jednak złuszczam je i nawilżam i po cichu liczę, że za jakie dwa tygodnie powrócę do stanu bazowego.




Być może ktoś powie, że to nic wielkiego, ale uwierzcie, że dla mnie to był koszmar. Nigdy nie musiałam walczyć z aż takimi problemami skórnymi.

Nie mówię,że produkty są złe bo wiem, że wiele osób jest z nich zadowolonych. Jednak moja skóra zareagowała właśnie tak. I ten post powstał po to, abyście zawsze testując nowości miały baczenie na swoją skórę i jak najszybciej odstawiały kosmetyk, który może Wam robić krzywdę.
Wiem,że jest też grono osób, które seria Urban Skin Detoks uczuliła tak jak mnie. Więc jeżeli aktualnie jesteście w fazie testów i zauważyłyście jakieś niepokojące zmiany w stanie swojej cery to dla pewności odstawicie je. Nikomu bowiem nie życzę tego, co sama przeszłam.

Koniecznie dajcie znać czy same używałyście już kosmetyków z tej serii i jak u Was się sprawdziły bo jestem bardzo ciekawa Waszych opinii.

4 komentarze:

  1. Dobrze że nich nie użyłam! Sama taki problem miałam z kosmetykami Floslek...

    OdpowiedzUsuń
  2. Współczuje...ja nie znam tych produktów, ale będę na nie uważać, bo też nie wiem jak moja skóra może zareagować...

    OdpowiedzUsuń
  3. oj, przykro mi. mnie z tej linii interesuje tylko maseczka.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mnie na szczęście nie zapchały, spodobał mi się krem na noc. Krem na dzień zużyję w inny sposób :)

    OdpowiedzUsuń

Jeśli już do mnie zajrzałaś, zostaw komentarz, jestem ciekawa Twojej opinii :)

Copyright © 2016 Gra o Trend - kobieca strona internetu , Blogger