×

Moje największe kosmetyczne w(y)padki



Rodzimy się jako czysta kartka. Ja czystą kartką w tematyce beauty byłam jakieś 19-20 lat. Dopiero od jakiś 4 lat wsiąkłam w temat tak bardzo, że poszerzanie wiedzy na tematy urodowe sprawia mi autentyczną radość. Chętnie sięgam po książki i artykuły o tematyce beauty, zwłaszcza jeżeli dotyczą one pielęgnacji lub makijażu. Zanim jednak nauczyłam się podstaw, popełniłam masę urodowych grzechów, za które dziś mam ochotę przywalić głową w ścianę. Niektóre z nich są śmieszne, inne głupie. Każda kosmetyczna wpadka nauczyła mnie czegoś nowego bo na szczęście jestem typem, który uczy się na własnych błędach :) Mam nadzieję,że moje wpadki po pierwsze poprawią Wam humor, a po drugie nauczą czegoś jeżeli jesteście również na początku swojej urodowejj drogi. No to zaczynamy!

Olejek wygładzający do włosów

Dawno,dawno temu, kiedy jeszcze nie miałam pojęcia, że istnieje coś takiego jak olejowanie włosów, w moje iście laicze ręce wpadł olejek do włosów w sprayu o działaniu wygładzającym. Nie bardzo wiedziałam na jakiej zasadzie ma on zadziałać - toż to tłuste,a ja włosy chciałam mieć świeże. Nie mniej jednak wierzyłam w geniusz producenta, do tego stopnia, że nie przeczytałam opisu ani informacji jak ten olejek stosować.
Pierwsza okazja do używania trafiła się jakiś czas później przed jakimś większym wyjściem. Dzień wcześniej umyłam włosy, aby były świeże. Akurat w tamtym okresie miałam straszny problem z ich elektryzowaniem się i często nie dawały się gładko zaczesać, stercząc na wszystkie strony. I tak właśnie 5 minut przed tym jak miałam wychodzić spojrzałam w lustro - włosy w nieładzie, wyglądałam jakbym palce w gniazdu od rana trzymała... Szybka decyzja - użyje tego super olejku co je wygładzi. No i pewnie reszty historii się domyślacie. Właśnie wtedy dowiedziałam się, że olejek na włosy nakłada się po to by go zmyć, a nie na świeże włosy by je wygładzić na skalpie. Aktualnie mogę sobie z tego śmieszkować do woli, ale wtedy do śmiechu mi nie było....

Peeling z efektem chłodzenia 

Kolejna historia związana z moją awersją do czytania etykiet (na szczęście szybko się z tego wyleczyłam). Otóż pewnego dnia trafił do mnie cud kosmetyk - peeling z efektem chłodzącym. Fajny kosmetyk na lato, drobinki były spore co bardzo wtedy lubiłam w produktach do pielęgnacji. Oczywiście nazwę peelingu elegancko przeczytałam i nie wiem czemu, ale wbiłam sobie do tej tępej główki, że jak peeling to przecież do twarzy. Przez bite dwa tygodnie szorowałam twarz tymże peelingiem. W  którymś momencie doszłam do wniosku,że coś za mocno chłodzi mi tą skórę na twarzy i wreszcie (!) postanowiłam przeczytać etykietę. Okazało się, że był to peeling z efektem chłodzącym,a i owszem, ale jego przeznaczeniem było wyszczuplanie ciała. No cóż, przynajmniej aktualnie mogę się chwalić wyjątkowo szczupłą twarzą :)

Brwi

Co do moich brwi to można by tu napisać co najmniej trylogię i zrobić jeszcze dwie ekranizacje i do tego kilka serii spin off. Zacznę do tego, że szczerze nienawidzę ludzi z idealnymi brwiami. Serio. A jeżeli ktoś ma jeszcze naturalnie piękne i idealne brwi to normalnie aż mnie skręca. Sama od dziecka byłam (i niestety nadal jestem) posiadaczką bardzo bujnych brwi.
Moja brwiowa przygoda zaczyna się w momencie, kiedy zaczynają one tworzyć monobrew. Po pewnym czasie dochodzę do wniosku, że  wygląda to co najmniej śmiesznie i biorę się za regulację, Reguluję, reguluję, reguluję (x100), aż kończę z dwiema mini brwiami. Mini brwi towarzysza mi przez dłuższy czas bo w moim przekonaniu wyglądają dużo lepiej niż monobrew. W pewnym momencie uświadamiam sobie, że to również jest nie halo (szkoda tylko, że dopiero po kilku latach) i zapuszczam brwi. Ale co by za dużo ich nie było tym razem reguluje wszerz w związku z czym są niesamowicie długie i cienkie,
Przyznam, że nawet teraz ciężko mi znaleźć idealną równowagę i pielęgnacja brwi pochłania mi czasami nawet godzinę. Wiem jednak jedno - do mini brwi nie wrócę nigdy niezależnie od mody.

To moje trzy największe wpadki, choć po drodze na pewno było też sporo pomniejszych. Nauczona doświadczeniem czytam już etykiety za każdym razem i staram się w żaden sposób nie przesadzać z dążeniem do ideału. Mimo to jak sobie przypominam o tych chwilach to jedno jest pewne - blond gen jest we mnie obecny i nie ma zamiaru odpuścić, więc życiowo też czasami daje mi w kość. O tym jednak innym razem :)

Koniecznie dajcie znać jakie są Wasze największe urodowe w(y)padki :)

3 komentarze:

  1. ja właściwie nie mam wpadek, pamiętam jak z 15 lat temu przeczytam o maseczce ziemniaczanej. powinna być nakładana na twarz ciepła a ja nałożyłam gorącą i przez cały dzień miałam rumień.

    OdpowiedzUsuń
  2. Używałam przez dwa tygodnie ziołowego szamponu do włosów, po czym mama uświadomiła mnie, że jest to szampon dla psa ��. Ale włosy były świeże i mięciutkie ��

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też miałam wpadkę z tym olejkiem przyznaję musiałam włosy później myć 2 razy :D
    Mój blog

    OdpowiedzUsuń

Jeśli już do mnie zajrzałaś, zostaw komentarz, jestem ciekawa Twojej opinii :)

Copyright © 2016 Gra o Trend - kobieca strona internetu , Blogger