×

Skin Action Booster, czyli kremik,który zafundował mi na buzi młodzieńczy Armagedon

Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją kremu, dzięki któremu znów mogłam poczuć się jak nastolatka. Nie, nie chodzi tutaj o jego działanie przeciwzmarszczkowe. Ale o tym później.


Często zmieniam kremy, ponieważ stosowanie tego samego ciągle sprawia, że nasza skóra staje się mniej podatna na jego działanie. Czasami kosmetyk stosowany bardzo regularnie może także zacząć nas uczulać. Tak więc ciągle szukam nowości. Zwłaszcza wśród kremów nawilżających i odżywiających - bo to ich najbardziej potrzebuje moja skóra. Tak, więc byłam w niebie kiedy Panie z Eveline Cosmetics zaproponowały mi ich nowość - Skin aCtion booster, czyli multiodżywczą kurację  na dzień i na noc. Krem ma w sobie witaminę C, która rozświetla skórkę. Tak więc pomyślałam sobie - to będzie super! Zwłaszcza, że krem można nakładać bezpośrednio pod makijaż. 



Moja skóra jest bardzo odporna za co serdecznie jej dziękuję. Żadne nowości nigdy nie były jej straszne, a co najlepsze, wiele z nich stawało się moimi hitowymi kosmetykami, jak np. ten kremik od Bielendy. Niestety tym razie nie było już tak miło. 



Zaczną od tego, że moja skóra jest mieszana, ze skłonnością do przesuszeń w strefie T. Najgorzej jest na czole, gdzie ciągle walczę z suchymi skórkami, które okropnie wyglądają przy makijażu. Nie oszukujmy się - nie należę do posiadaczek małego czoła, więc musi być ono w dobrym stanie, aby nie popsuć całego makijażu. Przez pierwsze kilka dni, mimo nakładania kremu, skórki pojawiały się. Jednak potem zniknęły co znaczyło, że kuracja zaczyna działać. Ucieszyłam się- bardzo. I chyba za bardzo bo Armagedon,który nadciągnął na moją twarz przypomniał mi czasy kiedy byłam nastolatką.
Ilość wyprysków przeszła moje najgorsze koszmary. Miałam wypryski na brodzie, czole, nosie policzkach i na szyi. I to w ilościach hurtowych. 
Nigdy nie miałam problemów z wychodzeniem z domu bez makijażu bo moja czysta cera nie wymagała nakładania tony makijażu. W tym przypadku nawet dwie tony makijażu nie pomagały. 



Przez ponad dwa tygodnie nie mogłam wyleczyć buźki z koszmaru jaki sobie zafundowałam. W końcu wspólnymi siłami kilku kosmetyków różnych firm udało się powoli dojść do stanu bazowego z czego niezmiernie się cieszę.
Krem ma raczej delikatną konsystencję i szybko się wchłania. Nie wiem co było przyczyną zapchania mojej skóry, ponieważ używałam dużo gorszych jakościowo kosmetyków i nic mi nie było. Nie mniej jednak u mnie się on kompletnie nie sprawdził i osobiście na pewno go nie polecę. 

Podsumowując... Skóra miała zostać rozjaśniona i odżywiona. W dodatku kwas hialuronowy miał mi zagwarantować wygładzenie moich pierwszych zmarszczek i przywrócić młodzieńczy wdzięk mojej skórze. Młodzieńczo było, owszem, ale niestety nie tak jakbym chciała. Być może u kogoś innego krem sprawdzi się rewelacyjnie - mnie zapchał tak, że nie ma co liczyć na drugą szansę.

Niedługo napiszę Wam o świetnym żelu, który odratował moją buźkę w dwa tygodnie. A teraz czekam na Wasze historie o zapychających produktach. Czego nie polecacie? Przed czym ostrzegacie? Koniecznie dajcie znać! :)

5 komentarzy:

  1. Zacznij używać Bratka jeżeli masz dalej taki problem z cerą :P Ja taki armagedon miałam po kremie AA z witaminą D. Totalna porażka krem...

    OdpowiedzUsuń
  2. współczuję tych wyprysków. mocno nawilżaj skórę aby pozbyć się suchych skórek. polecam też peelingi kwasowe na noc, np floslek

    OdpowiedzUsuń
  3. Niecierpliwie czekam na tekst o "świetnym żelu". Przydałby się i mnie, pilnie 😁

    OdpowiedzUsuń

Jeśli już do mnie zajrzałaś, zostaw komentarz, jestem ciekawa Twojej opinii :)

Copyright © 2016 Gra o Trend - kobieca strona internetu , Blogger