×

Rzeczy, które denerwują mnie w sieciówkach


Sieciówki opanowały nasz świat. Mamy sieciowe hipermarkety i supermarkety, sieciowe punkty gastronomiczne, które najczęściej serwują fast foody, no i oczywiście mamy sieciowe sklepy z odzieżą. Dzisiaj chciałabym wziąć pod lupę te ostatnie. 
Zara, Bershka, H&M, Reserved i inne. Nazw jest tyle, że pewnie gdybym chciała wymienić wszystkie popularne sieciówki, zajęło by mi to sporo czasu i miejsca na stronie. Jedne są przeznaczone dla osób z większym zasobem w portfelu, inne dla tych z średnim. Stają się ulubieńcami wszystkich podczas wyprzedaży, ponieważ można trafić w nich na na prawdę świetne okazje. Sama uwielbiam szaleć w nich i to nie tylko w czasie wyprzedaży. Jednak ostatnio doszłam do wniosku, że coraz pojawia się coraz więcej wspólnych dla nich wszystkich rzeczy, które potrafią popsuć mój shoppingowy nastrój. Zapraszam więc na moją listę rzeczy, które wkurzają mnie w sieciówkach. Kolejność punktów jest całkowicie przypadkowa. 

1. Patrzą na Ciebie jak na złodzieja - wielokrotnie spotkałam się z takimi spojrzeniami zarówno ze strony pracowników, jak i ochrony. Mówiąc szczerze, na początku sądziłam, że coś jest nie tak z moją twarzą - być może ma za bardzo przebiegły lub wyrachowany wyraz, jednak po rozmowach przeprowadzonych z szerokim gronem koleżanek, okazało się, że wszystkie spotkały się z podobnym traktowaniem. Oczywiście rozumiem to, że personel odpowiada za towar i w razie kradzieży wina spada na nich i zapewne muszą wykładać coś z własnej kieszeni. Jednak mimo wszystko kiedy idę na zakupy chcę na spokojnie pochodzić sobie po sklepie, powybierać i poprzymierzać, a siedząca mi na karku ochrona lub personel zdecydowanie sprawia, że odechciewa mi się wszystkiego. 

2. Przebieralnie/przymierzalnie (jak zwał, tak zwał) - kiedy śledząca obsługa daje sobie spokój, a mi wpada coś w oko, czas wybrać się do przymierzalni. Niestety tylko kilka sieciówek może pochwalić się na prawdę przyzwoitymi przymierzalniami. Większość z nich ma okropne światło, przy którym albo nic nie widać, albo widać wszystko, co nie zawsze pozytywnie wpływa na odbiór tego co widzę. W dodatku miejsca jest jak na lekarstwo i trzeba się nieźle nagimnastykować, żeby się pomieścić ze swoimi ubraniami, torebką oraz rzeczami, które chcę przymierzyć. Najgorsze jednak są lustra. Nie wiem dokładnie czym różnią się od tych, które sama mam w domu, ale różnią się na pewno bo raz wyglądam w nich jak anorektyczka i to zaawansowana, a raz przypominam okrągłą bułeczkę. Zależy pod jakim kątem spojrzeć. Jest to dziwne i na pewno nie zachęca do zakupów bo po co mam kupować coś w czym w przymierzalni wyglądam wyjątkowo fatalnie? 

3. Trendy, trendy, trendy... Kiedy w modzie pojawia się jakiś trend na konkretny kolor czy fason, będziesz zmuszona kupić sobie coś trendy, nawet jeśli tego nie chcesz. Czemu? Otóż wszystkie sieciówki jak jeden mąż zaopatrują się w te super modne fasony/kolory i nie jesteś w stanie się od tego opędzić. Wszyscy zmuszają Cię do bycia modną nawet jeśli tego nie chcesz, a aktualny trend sprawia, że wyglądasz jak dojrzewający pomidor. A chciałaś przecież kupić tylko ciepły sweterek. 

4. Fejkowe wyprzedaże, czyli mój ulubiony punkt. Która z nas nie kocha tego momentu, kiedy kupi zajebistą kieckę, w której czuje się jak bogini? A jeśli jeszcze metka z przeceną mówi nam, że był to zakup życia to wpadamy w euforię. Jednak coraz częściej, po podważeniu metki z wyprzedażą okazuje się, że cena wyjściowa była albo taka sama, albo niższa. I wtedy zastanawiamy czy się śmiać czy płakać. Niestety jest to coraz częstszy proceder, także uważajcie, zwłaszcza na wyprzedażach międzysezonowych.

5. Rzeczy z kosmosu, czyli perełki sieciówek. Najczęściej pojawia się ich niewiele, jednak niektóre sieciówki wręcz słyną z tego, że mają w aktualnej ofercie rzeczy, których nawet moja babcia by nie ubrała. A potem wiszą one przez cały sezon i dwie wyprzedaże, czekając aż ktoś się zlituje i coś kupi. Taaaa.....

6. Ilość, nie jakość. Większość sieciówek jakością dorównuje rzeczom, które ja kupuję na Aliexpress. Powiem Wam, że bardzo często dostaję szału kiedy sweterek za który słono zapłaciłam po kilku praniach jest wyblakły albo się rozerwie. Wiele osób narzeka na jakość sieciówkowych ubrań i ma całkowitą rację, tym bardziej, że nie są to rzeczy śmiesznie tanie, które można by zaraz wyrzucić i kupić nowe. 

7. Wielgachne metki - kiedy już zdecydujemy się na zakup i idziemy do domu z upragnionymi rzeczami, pojawia się zawsze ten moment, kiedy zakładamy je po raz pierwszy. I wtedy najczęściej musimy walczyć z coraz większymi metkami. Jeżeli jej nie wytniemy to nie dość, że może sprawić, że bluzka będzie odstawała to jeszcze będzie drapała i utrudniała życie tak bardzo jak tylko można. Ja wszystkie zawsze wycinam. Jednak wtedy pojawia się kolejny problem, bo jak uprać prawidłowo ubranie, jeśli nie mamy wskazówek znajdujących się na metce? Kiedyś metki były dużo mniejsze i robione z przyjaźniejszym materiałów, więc takie problemy nie istniały. Czy nie można by do tego wrócić?

Ufff... Ale się opisałam :) Teraz Wy dajcie znać czy jest coś, co wyjątkowo denerwuje Was w sieciówkach? Czekam na Wasze odpowiedzi :)

9 komentarzy:

  1. hmm... chyba najbardziej sama produkcja - pracownicy szyją w fatalnych warunkach. ;p cała etyka przemysłu sieciówek leży i kwiczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pracują w koszmarnych warunkach i to za grosze, ale mówiąc szczerze większość ubrań powstaje w takich warunkach niezależnie od tego czy są to sieciówki czy wielcy projektanci :/ niestety musielibyśmy wszyscy zacząć chodzić nago, żeby zakończyć takie procedery, a to nie wyjdzie niestety

      Usuń
  2. 1. Patrzą na Ciebie jak na złodzieja
    Ja zawsze czuję się tak w perfumeriach. Gdy coś wącham, oglądam czytam to od razu ktoś do mnie podchodzi i „chce pomóc” , za chwilę druga i trzecia osoba. A ja należę do klientek, które chcą być zostawione same sobie bo wiedzą czego chcą i nie potrzebują rady, a gdy będę chciała się skonsultować to sama podejdę do takiej pani.
    Nie lubię bardzo dużych metrażowo sieciówek bo czuję, że nic tam nie znajdę, przytłacza mnie wielkość h&m, tk maxx itp. Wolę mniejsze sklepy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Rossmannie ochrona bardzo lubi za mną chodzić :D i to krok w krok :D

      Usuń
  3. Prócz tego co napisałaś drażni mnie rozmiarówka zwłaszcz bluzek, gdy ktoś kto nosi 36 i znajduje bluzke XS, a ona wygląda na 40tkę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ooooo dokładnie ;) albo nosisz 36 i bierzesz je, a tu okazuje się o 3 rozmiary za małe bo rozmiarówka zaniżona jest

      Usuń
  4. oj tak przyglądający się ochroniarz sprawia, że wolę wyjść

    OdpowiedzUsuń
  5. Mnie chyba najbardziej irytuje śledząca ochrona itp. Dlatego np. nie chodzę do rossmanna bo u mnie ochrona jest dosłownie krok za Tobą i chodzi tak za Tobą, że nawet w spokoju nic nie można zobaczyć itp :P

    OdpowiedzUsuń
  6. mnie osobiście do szału doprowadzają metki.:D
    Decathlon fajnie sobie poradził. w szwie jest kawałek wystającego materiału, takiego samego, z jakiego jest zrobiony podkoszulek czy coś innego i dopiero na tym metka. genialne rozwiązanie.
    no i te "modne kroje". wrrrrr. przyszła moda na brak dekoltów i... leżę i kwiczę.:-D

    OdpowiedzUsuń

Jeśli już do mnie zajrzałaś, zostaw komentarz, jestem ciekawa Twojej opinii :)

Copyright © 2016 Gra o Trend - kobieca strona internetu , Blogger