×

5 największych błędów butików internetowych


Dzisiaj post pisany na szybko, ale tak podniosło mi się ciśnienie, że muszę to z siebie wyrzucić. Otóż w ostatnim czasie (jak pewnie same zauważyłyście) wzrosła liczba sklepów czy też butików internetowych. Nie będę tutaj przytaczała konkretnych przykładów, ponieważ niestety wszystkie te firmy, popełniają takie same błędy, które podnoszą ciśnienie wielkiej liczbie kobiet, które chciałaby wyglądać modnie i zasilić swoją szafę fajnymi ubraniami. Postanowiłam więc dziś wytknąć im te najbardziej rażące błędy i mieć nadzieję, że może ktoś (ktokolwiek) pójdzie po rozum do głowy. Zapraszam!

5. Ceny z kosmosu
Nie wiem skąd bierze się taka maniera, ale większość butików internetowych na u siebie takie ceny, jakby sam Alexander Wang im ubrania projektował. Sweterek za 150 złotych? Spoko, jeśli został stworzony przez jakiegoś mniej lub bardziej znanego projektanta, ale jeśli jest to dosłownie ta sama chińszczyzna, którą ja na Aliexpress kupuję za 40 złotych polskich to chyba lekka przesada? Prawda? Od roku robię zakupy bezpośrednio w Chinach i asortyment znam na pamięć, także bardzo mnie boli to, że istnieje wiele sklepów internetowych żerujących na naiwności polek i próbujących wcisnąć im każde gó*no. 

4. Utrudnianie reklamacji
Bardzo często widzę, że sklepy działające jedynie internetowo utrudniają swoim klientkom reklamacje. Nie dość, że w większości przypadków produkt trzeba odesłać na własny koszt (co stało się jednak ostatnio bardzo popularne we wszystkich sklepach), to jeszcze 1 na 100 reklamacji zostaje uwzględniona, a reszta kobiet dostaje informacje, że to z ich winy stało się to czy tamto. Proszę Państwa firmy, którym zależy na pozytywnej opinii i polecaniu przez klientki zawsze rozwiązują sprawy na korzyść klienta, chyba że jest to klient fraudowy, którego hobby stanowi wyłudzanie pieniędzy, ale takiego klienta można wyczuć z kilometra. 

3. Utrudniony kontakt
Większość takich sklepów promuje się przede wszystkim przez konta na Facebook'u. Pomysł jest świetny, ponieważ za darmo można zrobić kawał dobrej roboty. Jednak nie zawsze. Otóż okazuje się, ze bardzo popularne jest olewanie wiadomości klientek albo odpisywanie zdawkowych odpowiedzi typu: "Jest nam bardzo przykro. Postaramy się to wyjaśnić." Taaaa..... Najbardziej podoba mi się unikanie odpowiedzi lub też usuwanie postów od klientek, które nie są zadowolone z zakupu i domagają się zwrotu pieniędzy/zamiany towaru/wyjaśnienia sytuacji. Taka klienta zapewne śni się po nocach osobie prowadzącej fanpage i dlatego, za dnia jest całkowicie ignorowana. Przecież jak nie będą odpisywać to klienta wcześniej czy później da sobie spokój i niestety bardzo często (ze szkodą dla klientki) tak się dzieje.

2. Problemy z wysyłką
Zawsze mnie to rozśmiesza do łez. Klienta przez miesiąc czeka na paczkę bo ktoś zapomniał ją wysłać, albo towar się skończył, albo kosmici paczkę po drodze przejęli. Firma mało kiedy czuje się za takie coś odpowiedzialna i równie mało w tym temacie robi. Gdyby chociaż skontaktowali się z klientką i wyjaśnili sprawę, albo w przypadku braku towaru zwrócili pieniądze i obiecali poinformować jak towar już będzie. Takich ludzi to na rękach trzeba by było nosić. Najpopularniejszym grzechem jest przetrzymywanie pieniędzy klientem do czasu wyjaśnienia sprawy co czasami trwa miesiąc albo i dłużej,a biedna kobieta nie widzi nie tylko towaru ale i pieniędzy, które w międzyczasie mogłaby zostawić w innym sklepie. Nóż się w kieszeni otwiera i tyle.

1. Zdjęcia na Facebooku,
czyli powód mojego dzisiejszego zdenerwowania. Otóż wiele firm wykorzystuje na swoich profilach zdjęcia znalezione w internecie,a  na dodatek bezczelnie dodaje podpisy, które sugerują, że taki towar można nabyć w ich sklepie. Tak było dziś. Zobaczyłam zdjęcie genialnego zestawu i byłam gotowa nie jeść do końca miesiąca bądź sprzedać nerkę byle by go mieć. Weszłam i spędziłam ponad 2 godziny na stronie sklepu przeszukując każdy kąt w poszukiwaniu mojego idealnego zestawu. A tu nic. Dupa! Ciśnienie mi się podniosło. Po jaką cholerę promować coś, czego i tak w ich sklepie nie dostanę? Nie lepiej wziąć zainwestować w fotografa i porobić fajne zdjęcia stylizacji z ciuchami dostępnymi w ich sklepie? Albo co lepsza zatrudnić do tego blogerkę zajmującą się modą(których jest na prawdę dużo!) i ona zrobiła by nie dość, że fajną i modną stylizacje, to jeszcze dostarczyłaby kapitalne zdjęcia. A po co. Lepiej zachęcać potencjalne klientki do wejścia na stronę świetną stylizacja, której elementów i tak w sklepie nie dostaną, bo przecież może przez przypadek coś innego kupią. 

Post napisałam w 10 minut więc może nie jest idealny, ale prawdziwy. Teraz lecę do pracy i czekam na Wasze komentarze co Was denerwuje w takich sklepach. Może jesteście w stanie wytknąć im więcej grzechów? Piszcie :)  

4 komentarze:

  1. Już kilka razy spotkałam się z tym, że sklepy na funpage'u wstawiają zdjęcia czegoś, czego nawet nie posiadają w ofercie i jeszcze bezczelnie zapraszają na stronkę aby kupić tą "nieistniejącą" rzecz -.-
    Najbardziej jestem zadowolona z oferty Zalando. Przekrój cenowy jest różny, zawsze można znaleźć coś dla siebie, a co najważniejsze przesyłka/ zwrot jest darmowa. Zero problemów. Więc dziwię się, że niektórzy jeszcze próbują wcisnąć taki kit ludziom.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dlatego ja nie kupuje w butikach internetowych. Lubie zakupy przez internet, ale ciuchów i butów - nie kupuje. Powody, które wymieniłaś są tylko potwierdzeniem moich wcześniejszych obaw :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Generalnie nie kupuję przez internet a szczególnie ubrań. Bo wiadomo jak to może być ... Co do reklamacji są prawa konsumenta i można bardzo łatwo takiemu sklepowi udowodnić że musi przyjąć tą reklamację. Jeżeli 14 dni nie odpowiadają na nią, tzn tylko jedno reklamacja została uwzględniona na twoją korzyść. I jeżeli coś jest niezgodne z umową zawartą na odległość masz prawo od niej odstąpić 14 dni po tym gdy towar otrzymasz. I odsyłasz taki produkt na ich koszt, bo to ich wina a nie twoja że produkt jest niezgodny z opisem itp.

    OdpowiedzUsuń
  4. Osobiście często korzystam z butików internetowych i co do zawyżania cen masz racje w 100%. Kiedyś zamówiłam sobie botki, które w sklepie internetowym kosztowały ok. 90 zł wraz z przesyłką, dość szybko zaczęły się niszczyć tzn. odklejały się koturny (koszmar po prostu), a najlepsze jest to że IDENTYCZNE znalazłam przypadkiem w sklepie z obuwiem za cene 40 zł... Zatem sama się przekonałam o tym, że nie ma co przepłacać za rzeczy "teoretycznie" tańsze w sieci.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli już do mnie zajrzałaś, zostaw komentarz, jestem ciekawa Twojej opinii :)

Copyright © 2016 Gra o Trend - kobieca strona internetu , Blogger