×

Rozgrzewająca maska do włosów?? Never again!!

Witam, wybaczcie, że ostatnio Was trochę zaniedbuję zarówno na blogu jak i fanpage (do którego polubienia zachęcam wszystkich, którzy go jeszcze nie lubią KLIK), ale w końcu jestem w domu ;) Masa pakowanie i ponad 3 godziny w drodze, ale przetrwałam to wszystko, także mogę opisać Wam kolejny kosmetyk z mojego zamówienia z drogerii ezebra.pl :) 

Jak wiecie, lub nie wiecie, jestem osobą, która ciągle zmienia kolory włosów. Od wczoraj mam na głowie cudowną, ognistą czerwień (zdjęcie wrzucę na czasie). Podczas robienia zakupów pomyślałam, że  posiadam naprawdę wiele odżywek, ale żadna nie jest do włosów farbowanych. Postanowiłam poszukać jakiegoś produktu, który do takich włosów by pasował.  Moją uwagę przyciągnęła:

            Gorąca kuracja do włosów z olejkami. Do włosów farbowanych. Samorozgrzewająca!!

                                          

Kupiłam i postanowiłam wypróbować. A oto moja opinia :)

                                                              OPIS PRODUCENTA


                                                 


Gorąca kuracja do włosów z olejkami - Dzika róża, Jojoba


Kuracja do włosów o działaniu regenerującym i chroniącym kolor. Wzbogacona olejkami z dzikiej róży i jojoba, które pielęgnują skórę głowy i włosy nadając im zdrowy wygląd i aksamitny połysk.


włosy farbowane

 SAMOROZGRZEWAJĄCA KURACJA


Preparat w połączeniu z wodą wydziela przyjemne ciepło, które wzmacnia działanie aktywnych składników.

 ŁATWA APLIKACJA


Niewielką ilość nanieść na wilgotną dłoń. Rozetrzeć w dłoniach w celu wydzielenia ciepła. Rozprowadzić na umyte, wilgotne włosy, wcierając w skórę głowy, po minucie spłukać.



Zacznę od tego, że saszetka zawiera 10 ml, co na włosy do ramiona, takie jak moje, wystarczy na 2-3 użycia. Jednak uważam, że zakup jest dość opłacalny ponieważ cena to ok. 1.70 zł za sztukę.


                                   

Zawartość saszetki to przezroczysty olejek o intensywnym zapachu róży. Przyznam szczerze, że chociaż nie przepadam za różanymi zapachami to jednak ten przypadł mi do gustu.

Kiedy rozetrzemy olejek w rękach, zaczyna on wydzielać naprawdę intensywne ciepło. Następnie nakładamy go na włosy, a po minucie spłukujemy. I powiem Wam , że do tego momentu byłam zachwycona tą kuracją. Muszę dodać również, że po jej użyciu nie pojawiło się podrażnienie lub reakcja alergiczna. Wszystko poszło ładnie i sprawnie. Jednak koszmar rozpoczął się dnia następnego. Moje włosy zaczęły się elektryzować. I to nie tak delikatnie, a z pełną parą!! Po ściągnięciu bluzki czułam się jak narzeczona Frankensteina. Wszystkie, dosłownie wszystkie włosy stanęły dęba. Sądzę, że podobny efekt uzyskałabym jedynie wkładając palce do gniazdka:) Ponieważ nigdy wcześniej nie miałam takich problemów uważam, że jedynym winowajcą może być ta samorozgrzewająca kuracja.

Kuracja pochodzi z liniiHair Therapy firmy Marion. 

Plusy:
*cena
*zapach
*konsystencja
*efekt samorozgrzewający

Minusy:
*elektryzowanie się włosów


Mimo tego, że plusów jest zdecydowanie więcej niż minusów z przykrością muszę stwierdzić, że nigdy więcej nie kupię ani nie użyję tej kuracji. Planuję jednak kupić inną, ponieważ czytałam same pozytywne opinie o produktach tej firmy.

Używałyście kiedykolwiek tej kuracji?? Jakie u Was przyniosła efekty??

7 komentarzy:

  1. Świetny post ,nigdy o takiej odzywce nie słyszałam :/
    kolorowyszaldodatkow.blogspot.com <-----zapraszam Nowy Post <3

    OdpowiedzUsuń
  2. nigdy czegos takiego nie stosowalam:)
    pozdrawiam:) http://berenikatestuje.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. powiem Ci, że ja nigdy z elektryzującymi włosami problemów nie miałam... zmiana nadeszła od tego roku, ale podejrzewam, że to może od noszenia czapki? wcześniej jej nienawidziłam, jednak od sierpnia niemal do listopada byłam non stop chora, złapałam m.in. tak ostre zapalenie zatok, że podziękowałam, poszłam do sklepu, kupiłam trzy i ani myślę wychodzić bez. wiec podejrzewam, że to dlatego mi się tak elektryzują (nawet pamiętam w zeszłym roku jak koleżanka na to narzekała, a ja mówiłam, że mam szczęście, że z takim problemem borykać się nie muszę.;))

    tej firmy nie znam , więc się nie wypowiem.
    ale napiszę tylko, ze czekam na zdjecie włosów!
    ja powoli też wracam do swoich ukochanych rudości - we wrześniu zmieniłam na ognisty brąz i wczoraj sobie rozjaśniałam włosy (rozjaśniaczem z syossa - nie niszczy tak włosów jak Joanna, po której miałam tragedie. tylko ja użyłam średniego), dziś dowaliłam jasny bursztyn (właśnie siedzę z farbą na głowie) bo chcę zobaczyć, jak mi będzie w takich jasnych, do tego mam ATLANTIC BLUE, z którego zrobię pasemka.;)
    a od nowego roku wracam do mojego ukochanego rudego z l'oreala:)
    choć podobają mi się niektóre czerwienie, takie bardziej rubinowe, ale ciężko taki kolor uzyskać i sie boję eksperymentować :D (napisała laska, która miała już włosy turkusowe, lagoon blue, zielone i teraz atlantic, haha, z rudych przesza na czarne, z czarnych na niebieskie, z niebieskich na rude :D).
    Pozdrawiwam!

    PS: dodaje drugi raz, bo chyba coś się popsuło.:P

    OdpowiedzUsuń
  4. nienawidzę elektryzowania się włosów! więc na pewno nie wypróbuję ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. O jeny, skoro się elektryzują to zdecydowanie nie produkt dla mnie :)

    Pozdrawiam i zapraszam do siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie używałam, ale jak się elektryzują to nie lubię tego. :) U mnie Organique sprzedają w zakładzie fryzjerskim i kosmetycznym. :) Jak tam jestem, muszę coś sobie kupić, taka choroba moja. ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Chciałam ją kopic niedawno, ale chyba wersję z olejkiem migdałowym (?). Dobrze, że wspomniałaś o tym elektryzowaniu się włosów - w taką pogodę i tak mam z tym delikatny problem - po co jeszcze sobie robić więcej kłopotu:)

    OdpowiedzUsuń

Jeśli już do mnie zajrzałaś, zostaw komentarz, jestem ciekawa Twojej opinii :)

Copyright © 2016 Gra o Trend - kobieca strona internetu , Blogger